sobota, 20 czerwca 2015

Miłość do muzyki - Sound'n'grace i moje kochane Radio Zet

Muzyka moją miłością jest, moim tlenem i motorem do życia...

Nie wiem skąd tak mam... bez muzyki i tańca nie ma we mnie iskry życia, im więcej jej ze mną wkoło mnie i we mnie tym więcej się pięknych rzeczy dzieje się w moim życiu. :-)

Zawsze Wam piszę "próbujcie"!!! Bez prób nie wiadomo czy nie wiadome będzie rzeczywiste i namacalne dla nas, naszych marzeń i pragnień...

To że KOCHAM Radio Zet to wiecie od dawna :-) I to moje Radio dało mi w ostatnim tygodniu tyle uśmiechu, podskoków i hopania po domku że do dziś moje bateryjki mają moc 100% :-)

Był konkurs, formularz i jeden KLIK! Czyli decyzja wypełnić, wysłać i CHCIEĆ!!!!

Nagle we wtorek po 20 telefon i gdy zobaczył kierunkowy już nie mogłam siedzieć... Tak to moja Zetka dzwoni :-) I nie wiem co musiało by się stać by nie pojechać do Krakowa na ten koncert.

Nastąpiła pełna mobilizacja! Proś a dostaniesz! Szybko uciekłam wcześniej z pracy (za zgodą Szefa :-) ) i z prędkością Pendolino na Dworzec!! Jedziemy do Krakowa na koncert a po koncercie szybciutki spacerek wkoło Sukiennic i znów na dworzec i do domku do Opola!!!
Wariactwo?? Tak!! Ale ilę radości i szczęścia!! Tylko 4 godziny snu bo rano znów w drogę bo praca też mobilizuje do działania ;-)

Jak było na Koncercie???

Wspaniała atmosfera! Samo miejsce gdzie odbył się koncert było niesamowite - Barbakan!
Koncert dla tak małej grupy to zaszczyt dla Nas - Gości. Cudownie nas przywitano, rozmawiano i pytano w jaki sposób się zgłosiłam do konkursu, czego się spodziewamy.
Zespół Sound'n'grace to wspaniali i nieziemsko utalentowani muzycy, zespół Radia Zet to zespół dający radość i niezapomniane przeżycia.

Po koncercie dostaliśmy płyty YUPIIIII i był czasna zdjęcia, autografy i wspólne rozmowy.
Czekała na nas także pyszna kolacja i coś do picia... ;-)

Po koncercie uwielbiam wszystkie ich utwory ale ten wpadł mi wyjątkowo ucho...

Tabb & Sound'N'Grace - Twierdza

A tutaj moje foteczki :-) miłego oglądania!









Foto: Grzegorz Pawliczak









czwartek, 4 czerwca 2015

Ceylon - Łza z policzka Indii... dalej w ląd

Każda podróż ma swój początek i koniec... aby dopełnić wspomnienia, przemyślenia czas spisać ciąg dalszy i zakończenie!

Dzień 2 - Pinnawala czyli tzw Sierociniec dla Słoni


Oglądając dzisiaj zdjęcia z Sierocińca aż mi się płakać zachciało i znów i znów...
Opis i moje wrażenia będą w kilku zdaniach...!! Zdjęcia mówią za siebie!
Miejsce gdzie powinno się chronić, troszczyć i dawać uczucie Słoniom jest miejscem gdzie są więzione tak naprawdę, wystawiane na pokaz, tresowane, dźgane szpikulcami i obwiązane łańcuchami!!
Ich wolność jest tylko pozorna dla marketingu. Gdybym miała tam wrócić nie wrócę!!
Słonie to piękne, dostojne, troskliwe i ufne zwierzęta...
By zobaczyć uśmiech Słonia dałam banana i sama się śmiałam (jedyna chwila radości...), głaskałam by mógł zamknąć oczy i choć na chwilkę poczuć, że nikt go nie będzie popychał i kłuł jak w cyrku na pokaz...

Dzień 2 była to droga do Sierocińca, droga piękna, malownicza a potem wizyta u Słoni oraz karmienie małych a w końcu powrót do hotelu do Anduradhapury.





 









Dalej, dalej w ląd - Anduradhapura, czyli pierwsza stolica Sri Lanki.

Pierwsze co mieliśmy w planie to dojść do Mihintale - sanktuarium na wzgórzu z bardzo sprytnymi małpami :-)
Wzgórze pięknie porośnięte roślinnością, tak wiele cudownie pięknych Frangipani nigdy nie widziałam... ahhh kwiaty magiczne. I tylu małp, dzikich a jak bezczelnych nie widziałam :-)
Tu nie ma co opowiadać tu trzeba patrzeć i podziwiać oraz w jednej chwili patrzeć tam gdzie Budda bo stanie plecami w jego kierunku i pozowanie oznacza brak szacunku!

A jaki ptak jest narodowym ptakiem Sri Lanki???? :-) Jest nim Kur Cejloński!












Świątynie, Świątynie!! Zapierające dech...
Tego samego dnia udaliśmy się do skalnej świątyni Isurumuniya. Mała świątynia, skromna z wykutym w skale buddą. Budda leżący na prawym boku jest to budda na chwilę przed śmiercią.
W planie było jeszcze zobaczenie świętego drzewa Sri Maha Bodhi. To tam mnich zawiązał mi nitkę, na szczęście i ochronę oraz na znak iż byłam i widziałam święte drzewo.
Podobno to drzewo zostało wyhodowane ze szczepki figowca pod którym Budda doznał oświecenia nirwany. Mantry śpiewane przez Lankijczyków wprowadzały stan magi i uniesienia.  
Zobaczyliśmy również Wielką Stupę - Ruwanveliseya oraz dagobę Jethawanaramaya.

Kwiaty, owoce, ryż przynoszone do świątyni są darami. Kadzidła i mantry... otaczają każdą świątynię powłoką zaczarowanej aury. Umysł sam zaczyna unosić się ponad wszystko i odcinać się od świata zewnętrznego...